Wprawdzie na wtorkowej sesji na GPW nie brakowało momentów zwątpienia, to jednak ostatecznie rezultat okazał się być korzystny dla obozu byków. WIG20 zyskał +1,2%, co praktycznie zostało wypracowane w ostatnich dwóch godzinach sesji. Wcześniej polski indeks blue chipów „kręcił się" w okolicach punktu odniesienia. Mocne odbicie, zauważalne również w pozostałej części Starego Kontynentu przyszło wraz z otwarciem sesji za oceanem – w momencie pisania komentarza amerykański Nasdaq zyskuje +0,6% a S&P500 +0,2%.

Dzisiejsze obrady nad włoskim projektem budżetu na 2019 r. nie uspokoiły inwestorów – wręcz przeciwnie, można mówić o dalszym „zaognianiu się” sytuacji. Tym razem wkład w pogłębiającą się awersję do ryzyka miał minister finansów G. Tria, który jeszcze nie tak dawno uznawany był przez otoczenie zewnętrze za osobę, która złagodzi stosunkowo groźne dla gospodarki zamiary przedstawicieli partii rządzących. Tymczasem włoski minister w sposób zacięty bronił dziś budżetu zaplanowanego na kolejny rok oraz jego założeń, które według niektórych źródeł wskazują na osiągnięcie w kolejnych trzech latach wzrostu gospodarczego na poziomie przekraczającym 1,5%. Trudno bowiem wierzyć w ten scenariusz, tym bardziej że najnowsza prognoza MFW pokazuje, że w przyszłym roku Włochy mogą liczyć co najwyżej na wzrost PKB w okolicach 1%. Rentowności włoskich obligacji 10-letnich osiągnęły dziś nowe maksima na poziomie ok. 3,7%, naturalnie środowisko to nie sprzyja też eurodolarowi, który nadal tkwi poniżej 1,15 EUR/USD.

Tymczasem zza oceanu napływają pierwsze głosy „zaniepokojenia” słabością chińskiego juana – psychologiczna bariera 7 USD/CNY jest coraz bliżej i ciężko się temu dziwić, ponieważ władze Chin coraz śmielej podejmują działania w kierunku luzowania monetarnego, podczas gdy w USA prowadzona jest restrykcyjna polityka pieniężna. Mogłoby się zdawać, że słabszy juan potencjalnie mógłby zrekompensować negatywne efekty taryf celnych, niemniej jednak mało prawdopodobny wydaje się być scenariusz, w którym decydenci chińscy pozwalają na spadek wartości swojej waluty i paniczną ucieczkę kapitału, porównywalną do tej z 2015 r. Przypomnijmy, że na początku sierpnia Bank Centralny Państwa Środka zdecydował się wprowadzić rezerwę obowiązkową, którą będą utrzymywały instytucje finansowe w ramach obrotu kontraktami terminowymi na waluty obce do 20% pozycji. W praktyce oznaczało to, że wyższy koszt „shortowania” juana zostanie przeniesiony na inwestorów, a w konsekwencji stanie się mniej opłacalny. Wydarzenie to zbiegło się w czasie z zatrzymaniem trwającej od kwietnia depracjacji chińskiej waluty, gdy dodamy do tego fakt, że we wrześniu wartość chińskich rezerw walutowych spadła o ok. 23 mld USD (najwięcej od lutego) teoria o tym, jakoby władze Chin prowadziły agresywną politykę osłabiania juana wydaje się być nielogiczna.

 

Patryk Pyka

Analityk Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego

Dom Inwestycyjny Xelion

Opracowanie własne na podstawie danych opublikowanych w serwisach www.reuters.com, www.bloomberg.com, www.macronext.com, przy założeniu, iż powyższe dane są prawidłowe, pełne i nie wprowadzające w błąd, jednakże nie były one niezależnie zweryfikowane. Opracowanie ma charakter ogólny i nie może stanowić wyłącznej podstawy do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej przez jego odbiorcę.

Przedmiotowe opracowanie nie może być interpretowane jako rekomendacja Domu Inwestycyjnego Xelion Sp. z o.o. w rozumieniu art. 76 z dnia 29 lipca 2005 roku o obrocie instrumentami finansowymi. Dom Inwestycyjny Xeln Sp. z o.o. ani autor nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie informacji i opinii zawartych w niniejszym opracowaniu, o ile przy ich sporządzaniu dołożono należytej staranności.