Gdyby w odniesieniu do roku 2018 użyć określenia „z nieba do piekła”, byłoby to może lekką przesadą, ale okazał się on z pewnością czyśćcem dla inwestorów. O ile pierwszy miesiąc przyniósł jeszcze kontynuację nierealnego otoczenia z 2017 r., gdy właściciele amerykańskich akcji mogli sobie właściwie w ciemno dopisywać zyski na koniec każdego tygodnia, luty okazał się bolesnym przebudzeniem.


Siła kilkunastoprocentowej przeceny zrobiła wrażenie także w USA, ale tam miała ona charakter krótkoterminowy i była określana jako korekta typu „v”, czyli taka, w której powrót do poprzednich poziomów nastąpił niemal równie szybko jak spadki. Podczas jednak, gdy inwestorzy za oceanem dalej mówili o kontynuacji niemal dziesięcioletniej hossy, sytuacja reszty świata nie wróciła już do normy. Najbardziej popularnym wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy stało się złożenie dwóch czynników – ostrej retoryki prezydenta Trumpa, który rozpoczął wówczas działania określane obecnie jako „wojna handlowa”, a także twarda polityka nowego prezesa Fed, J.Powell’a, który nie zwracając uwagi na problemy, które światowej gospodarce przynosi gwałtowne umocnienie dolara, kontynuował podwyżki stóp procentowych. Największymi ofiarami tej polityki stały się Argentyna i Turcja, które pociągnęły za sobą zdecydowaną większość gospodarek wschodzących. Do wyprzedaży doszło zarówno na ich rynkach akcji, jak i obligacji czy walut. Ktoś, kto zainwestował na giełdzie w Stambule, nie zabezpieczając kursu liry, w ciągu tygodni mógł stracić nawet połowę środków.


Na początku 2Q2018 polski sektor finansowy musiał się zmierzyć z własnym szokiem, którym stała się niewypłacalność spółki GetBack S.A., drugiej największej w Polsce firmy operującej na rynku wierzytelności i jednego z najważniejszych emitentów obligacji korporacyjnych spoza sektora bankowego. Zataczająca coraz szersze kręgi sprawa przelewała się także na inne instytucje, w  pierwszym etapie na niektóre TFI, a następnie na banki. Nawet w tej chwili trudno określić ją jako zakończoną, ale pewne jest, że wywoła na rynku trwałe zmiany. Najważniejszą z nich będzie zapewne zwiększenie nadzoru nad znajdującym się wciąż w dość wczesnej fazie rozwoju rynkiem obligacji korporacyjnych, szczególnie tych oferowanych w tzw. emisjach prywatnych. Na długi czas zahamowany został zapewne także udział rodzimych funduszy hedgingowych, czyli tzw. strategii long-short, które przez lata generowały bardzo atrakcyjne i stabilne wyniki, korzystając ze słabości dużych spółek na warszawskiej giełdzie, ale w wielu przypadkach przekreśliły z nawiązką te zyski, gdy zostały zmuszone do masowych wypłat. Na marginesie trzeba dodać, że w niezwykle trudnym tegorocznym otoczeniu rynkowym poległa także olbrzymia większość globalnych strategii hedgingowych, a spośród światowych liderów tego segmentu z turbulencji zwycięsko wyszedł właściwie tylko fundusz Bridgewater Pure Alpha legendarnego już Ray’a Dalio.


Od wiosny do jesieni na przeszkodzie, by uznać rok 2018 za stracony, stała tylko jedna klasa aktywów, tzn. akcje amerykańskiego sektora technologicznego. Pomimo powtarzających się od lat zarzutów o zawyżonych wycenach, które w przypadku takich spółek jak Netflix czy Amazon kilkaset razy przewyższały zyski, NASDAQ systematycznie rósł nawet, gdy wszystkie inne indeksy osuwały się w dół. Późnym latem wycena Apple, jako pierwszej spółki giełdowej w historii, przekroczyła bilion dolarów, a prezydent Trump triumfował, wskazując hossę w IT jako dowód, że prowadzona przez niego polityka przynosi skutki. W tym samym czasie Tencent, chiński gigant technologiczny, tracił od początku roku niemal jedną trzecią swojej wartości.


Mimo że kolejni analitycy zwracali uwagę, że amerykańskie indeksy rosną już tylko dzięki 10 największym spółkom (ich kontrybucja do dodatniej stopy zwrotu z S&P500 regularnie była większa niż jego wzrost), dobre nastroje w USA przetrwały nawet trzecią, wrześniową podwyżkę stóp procentowych. Katalizatorem październikowego załamania stała się dopiero wypowiedź J.Powell’a o tym, że „do neutralnej stopy procentowej jest jeszcze daleko”.


Prezes Fed wycofał się z nich dopiero na początku grudnia, gdy amerykańskie akcje znajdowały się kilkanaście procent niżej, a dane ze sfery realnej zaczęły pokazywać, że globalne spowolnienie dotarło także do USA. Ponieważ jednak nie poszła za tym rezygnacja z dalszego zacieśnienia monetarnego, w Boże Narodzenie Wall Street znalazło się na ponad rocznych minimach, a poświąteczne odbicie wciąż budzi bardzo poważne wątpliwości większości inwestorów.


Nowy rok rozpoczęliśmy otoczeni informacjami o nieuchronnej recesji, który ma nastąpić najpóźniej w ciągu najbliższych dwóch lat. Nie tylko pod tym względem sytuacja ta bardzo przypomina początek 2016 r., z tą różnicą, że wówczas silna korekta nastąpiła dopiero w styczniu (tak, wtedy również mówiono, że rozpoczęła się bessa). Inne czynniki, czyli obawa o spowolnienie w Chinach, podwyżki stóp w USA (wówczas dopiero miały nabierać tempa), czy też o to, że od kryzysu minęło już wiele czasu, pozostały praktycznie niezmienione. O ile trudno kwestionować, że wzrost gospodarczy w USA będzie w tym roku niższy niż w ubiegłym, warto jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze, zgodnie ze statystykami Deutsche Bank, w ubiegłym roku spadek wartości odnotowało 93% aktywów, najwięcej od 1901 r., czyli gdzieś powinny pojawić się okazje. Po drugie, polskie akcje nie były tak tanie od 2011 r., a amerykańskie od 2014 r., czyli trudno dłużej mówić, że „jest drogo”. Po trzecie, podobnie jak właśnie w 2016 r. Chiny rozpoczynają stymulację fiskalną na dużą skalę. Po czwarte, prognozy recesji oparte są właśnie o wyceny instrumentów finansowych, szczególnie dłużnych, mimo że z uwagi na epokową zmianę, którą było QE (luzowanie ilościowe), niekoniecznie wciąż mają wartość.

Kamil Cisowski
Dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego
Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o.

 

Opracowanie własne na podstawie danych opublikowanych w serwisach www.reuters.com, www.bloomberg.com, www.macronext.com, www.marektwatch.com, www.news.google.com, www.ft.com, www.bankier.pl, www.pb.pl, przy założeniu, iż powyższe dane są prawidłowe, pełne i  nie wprowadzające w błąd, jednakże nie były one niezależnie zweryfikowane. Opracowanie ma charakter ogólny i nie może stanowić wyłącznej podstawy do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej przez jego odbiorcę.

Przedmiotowe opracowanie nie może być interpretowane jako rekomendacja Domu Inwestycyjnego Xelion sp. z o.o. w rozumieniu art. 76 z dnia 29 lipca 2005 roku o obrocie instrumentami finansowymi. Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o. ani autor nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie informacji i opinii zawartych w niniejszym opracowaniu, o ile przy ich sporządzaniu dołożono należytej staranności.