To, co działo się na rynkach w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, zapisze się w historii rynku kapitałowego. Najpierw mieliśmy grudzień, który nadzieje na „rajd św. Mikołaja” zamienił w ponury żart. Zamiast odreagowania po bardzo złym roku, który przyniósł inwestorom przecenę na praktycznie wszystkich klasach aktywów (tak szerokich spadków wg Deutsche Banku rynki kapitałowe nie widziały od 1901 r.) zobaczyliśmy paniczną wyprzedaż w USA, której kumulacja nastąpiła w Wigilię, najgorszą w historii amerykańskich indeksów.

Najwyraźniej jednak Boże Narodzenie pomogło uspokoić nastroje, bo w okresie poświątecznym rozpoczęło się niezwykle szerokie odbicie, które, choć wytraca impet, trwa do tej pory. Tak jak w ubiegłym roku uzyskanie pozytywnej stopy zwrotu graniczyło z cudem, tak w styczniu praktycznie wszystkie klasy aktywów przynosiły duże zyski. Na funduszach uniwersalnych inwestujących w polskie akcje można było zarobić średnio  +4,1%, wreszcie przebudziły się także małe i średnie spółki, które przyniosły przeciętnie +5,2%. Wciąż jest to wynik słabszy niż na większości funduszy zagranicznych. Wyceny jednostek produktów inwestujących w Azji notowały zwyżki o +6,4%, w Europie o +7,0%, a w USA aż +9,8%, co jest wynikiem znacznie powyżej amerykańskich indeksów i pokazuje jak dalece stopy zwrotu większości dostępnych w Polsce funduszy zależne są od największych spółek technologicznych, które były liderami odbicia. Przełamanie trendu spadkowego na ropie wspierało akcje rosyjskie (+12,8% na poziomie funduszy), a stabilizacja dolara tureckie (+14,9%).

Co bardzo ważne, dzięki zdecydowanemu złagodzeniu forward guidance przez FOMC, wzrosty na rynku akcji nie przekładały się na spadek cen obligacji na świecie. O ile na krajowych skarbówkach można było zyskać skromne +0,1% (polski dług był bardzo silny już w grudniu), na uniwersalnych funduszach obligacji zagranicznych stopa zwrotu wyniosła +1,7%, na obligacjach EM +3,5%, a High Yield aż +3,7%. Oczekiwane zakończenie podwyżek stóp w USA pomogły złotu przełamać barierę 1300 $/ou., co przełożyło się na stopę zwrotu w wysokości +5,1% na funduszach metali szlachetnych. Wspomniane zwyżki ropy były najważniejszym czynnikiem, z powodu którego fundusze pozostałych surowców pozwoliły zarobić +6,3%.

O ile chciałoby się powiedzieć „chwilo trwaj”, nie można zapomnieć, że najlepszy od dekad styczeń widzieliśmy także bardzo niedawno, a dokładnie 12 miesięcy temu. Tym razem udało się przebić nawet zyski sprzed roku, ale warto mieć z tyłu głowy, jak szybko potrafi się zmieniać rzeczywistość na rynkach kapitałowych. Trwające odreagowanie było w dużej mierze uzasadnione nieracjonalnym charakterem spadków w 4Q2018, ale jedynym ważnym czynnikiem, który za nim stoi jest całkowity brak wiary w kolejne podwyżki w USA. Tu trzeba zwrócić uwagę, że Fed być może z jednej strony chroni giełdy przed załamaniem (gdyby do niego doszło, luzowanie polityki monetarnej byłoby kwestią czasu), ale z drugiej strony wciąż oficjalnie nie zakończył normalizacji stóp. Jeżeli silne pogorszenie danych makroekonomicznych w Stanach Zjednoczonych okazałoby się przejściowe, tamtejszy rynek akcji mógłby zobaczyć nad sobą niewidzialny sufit, szczególnie że obecne lub wyższe poziomy S&P500 nie skłaniałyby banku centralnego do ostrożności.

W kontekście dalszych perspektyw rynkowych nie wypada nie wspomnieć także o trwającym sezonie wynikowym, który za oceanem powoli zbliża się do końca. Wprawdzie wszystko wskazuje, że zagregowana dynamika zysków ponownie okaże się dwucyfrowa (na razie oscyluje ona wokół 12% r/r), ale raporty wielu kluczowych spółek okazały się gorsze od oczekiwań, przede wszystkim na poziomie przychodów. Najważniejsze z nich, np. Amazon, publikowały także bardzo słabe prognozy sprzedaży w tym kwartale, które sprawiają, że oczekiwania na 1Q2019 drastycznie się pogorszyły. Obecnie analitycy zakładają już, że dynamika zysków w I kwartale będzie ujemna, co niesie oczywiste konsekwencje dla wycen akcji.

Obok wątpliwości co do dalszych działań FOMC, jest to jedna z głównych przyczyn, dla których trudno uwierzyć nam, że w USA zobaczymy w tym roku powrót do klasycznej hossy, a naszym scenariuszem bazowym pozostaje trend boczny. W tej chwili stosunek zysku do ryzyka wydaje nam się atrakcyjniejszy na innych klasach aktywów (obligacje EM, metale szlachetne) i rynkach akcji (Polska, rynki wschodzące), które mają szansę kontynuować ruchy rozpoczęte w ubiegłym miesiącu. Największym zagrożeniem dla tej prognozy jest kontynuacja ubiegłorocznego trendu aprecjacyjnego dolara, ale jego dotychczasowe zachowanie sugeruje, że punkt zwrotny mamy już za sobą, a retoryka J.Powell’a ogranicza wyraźnie ryzyko jego długoterminowego umocnienia.

 

Kamil Cisowski
Dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego
Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o.

 

Opracowanie własne na podstawie danych opublikowanych w serwisach www.reuters.com, www.bloomberg.com, www.macronext.com, www.marektwatch.com, www.news.google.com, www.ft.com, www.bankier.pl, www.pb.pl, przy założeniu, iż powyższe dane są prawidłowe, pełne i  nie wprowadzające w błąd, jednakże nie były one niezależnie zweryfikowane. Opracowanie ma charakter ogólny i nie może stanowić wyłącznej podstawy do podjęcia jakiejkolwiek decyzji inwestycyjnej przez jego odbiorcę.

Przedmiotowe opracowanie nie może być interpretowane jako rekomendacja Domu Inwestycyjnego Xelion sp. z o.o. w rozumieniu art. 76 z dnia 29 lipca 2005 roku o obrocie instrumentami finansowymi. Dom Inwestycyjny Xelion sp. z o.o. ani autor nie ponoszą odpowiedzialności za następstwa decyzji inwestycyjnych podjętych na podstawie informacji i opinii zawartych w niniejszym opracowaniu, o ile przy ich sporządzaniu dołożono należytej staranności.